Kiedy zaczęłam dojrzewać i pojawiły się pierwsze problemy z cerą, wpadłam w panikę. Problemy nie były tak duże, ale jako nastolatka patrzyłam na moją twarz z innej perspektywy. Zdesperowana zamieniłam się w laboratoryjnego szczura, metodą prób i błędów szukałam idealnego rozwiązania. Często stan mojej skóry się poprawiał, ale na krótko. Po pewnym czasie zaczęłam słuchać swojego ciała i postanowiłam żyć w nim w zgodzie. Zmieniłam dietę i przyzwyczajenia. Chociaż już od dawna nie jestem nastolatką, to nadal zdarzają mi się małe lub większe wpadki, z którymi szybko sobie radzę. Dziś z okazji Międzynarodowego Dnia Urody przedstawię Wam cztery produkty beauty, które pomagają mi w dbaniu o swoje piękno.

Zielona herbata

Jestem uzależniona od picia zielonej herbaty. Piję ją każdego dnia rano i wieczorem. Dzięki niej mam lepsze samopoczucie, więcej energii, przyśpieszony metabolizm i najważniejsze, stan mojej skóry jest bez większych zastrzeżeń. O cudownym działaniu tego napoju rozpisują się wszyscy, ale przy piciu dużej ilości herbaty należy pamiętać o skutkach ubocznych takich jak anemia czy problemy żołądkowe, gdy pije się ją na czczo. Ważne jest, jaki rodzaj liści wybierzecie i jak ją zaparzycie. Sam proces parzenia zielonej herbaty trwa 3-4 minuty, a woda powinna mieć ok. 75 stopni. Więcej informacji dowiecie się od specjalisty w sprawach parzenia  —  CZAJNIKOWY.PL

Witaminy

Od zawsze w moim organizmie brakowało wapnia, więc starano się te braki uzupełniać odpowiednimi tabletkami. Gdy już zaczęłam pracować i sama decydowałam co chcę jeść, tabletki zamieniłam na odpowiednie produkty spożywcze. Staram się, by w mojej diecie nigdy nie zabrakło witamin, ponieważ to one odpowiadają za stan mojego ciała. Unikam witamin w tabletkach, szukam ich częściej w produktach. Nie ma nic lepszego niż pyszne śniadanie pełne bogactwa witamin. Przepis na takie śniadanie znajdziecie wkrótce na moim blogu.

Olej kokosowy na wszystko

Olej kokosowy jest moim nieodłącznym towarzyszem od dobrych kilku lat. Zrezygnowałam ze zwykłego oleju, gdy poznałam właściwości kokosa. Trzymam go w mojej kuchni oraz łazience. Długo szukałam odpowiedniego, ponieważ na rynku polskim jest tego dużo. Do kuchni wybieram te, które sprzedają w dyskontach, rafinowane, bezzapachowe z KTC lub NaturAvena. Zaś do ciała najczęściej kupuję nierafinowany i tłoczony na zimno z BioPlanete. Różnica między rafinowanym a nierafinowanym jest istotna, ten pierwszy posiada mniej właściwości zdrowotnych, ale jest za to bardzo uniwersalny i to nadal lepszy wybór niż zwykły olej. Ten produkt dodaję prawie do wszystkiego, w pielęgnacji nie mam żadnych ograniczeń. Stosuję go na skórę, włosy, twarz. Jako kosmetyk ma cudowny zapach i szybko się wchłania. Stosowany regularnie przynosi efekty już po pierwszym użyciu.

Czarne mydło

Moja skóra okropnie reaguje na peeling mechaniczny, więc unikam go jak ognia. Podczas testowania różnych sposobów usuwania martwego naskórka, koleżanka poleciła mi czarne mydło. Sceptycznie podeszłam do tego produktu, ale myliłam się. Mydło nie wysusza, niweluje nadmiar sebum, skóra staje się delikatna w dotyku, czysta i idealnie przygotowana do dalszych zabiegów. Od samego początku wybieram ten z Nacomi, sprawdza się idealnie.

A Wy jakie macie produkty beauty?